

![[Rozmiar: 5109 bajtów]](images/p3.png)







|
Premier Rządu Obrony Narodowej (cz. 2)
Najpierw udał się do Poznania, gdzie dochodziły wieści o agitacji wymierzonych w rząd i Naczelnika Państwa oraz naczelnego wodza. Tam spotkał się z różnymi delegacjami. Towarzyszący Witosowi M.Rataj opisuje: chłopskie delegacje witały go entuzjastycznie. "Chłopi z niedowierzaniem oglądają prezesa ministrów bez krawata z cholewami, ale z szacunkiem robią mu miejsce. Ranny, widać światły chłop i znający Witosa z gazet ściska kurzowo rękę Witosa: 'Dziękuję, my chłopi z Witosem nie damy się bolszewikom - mówi z widocznym wzruszeniem'. Witos zwykle zimny lub udający zimnego jest wzruszony, może cierpieniem żołnierza, może rolą swoją, którą mu w danej chwili żołnierz uświadamia, a może jednym i drugim." "Pańskie" delegacje zaś chciały się przyjrzeć "jak ten cham wygląda".
Łatwo znaleźć wiele różnych sądów o Witosie w roli męża stanu. Niezwykle trafnie scharakteryzował go Stanisław Lam, w których czytamy: "Powierzchownie został chłopem, typ cały, ruchy, prostota w zachowaniu się nie wyróżniała go od sąsiadów z Wierzchosławic, ale inteligencja, bystrość orientacji, trzeźwość sądu, łatwość koncepcji stawiały go w rzędzie najzdolniejszych parlamentarzystów i polityków. Było przecież tylu posłów ludowych: Bojko, Stapinski, żeby tylko tych najbardziej znanych wymienić oraz falanga innych we wszystkich sejmach polskich, ale żaden z nim nie mógł się równać. Ani cienia demagogii, ani odrobiny kastowości. We wszystkich przeważał jeden interes: państwa, jedna wielkość: Polski". Ta cecha jego osobowości politycznej najwidoczniej uwidoczniła się w poczynaniach Witosa w 1920 r. Witos jak nikt rozumiał rolę chłopów i ich odpowiedzialność wobec Polski, był wodzem patriotycznych chłopów.
poprzednia strona | następna strona
|